
„(...)
chyba wierzę, że każdy jest zdolny do zmiany. Co nie znaczy, że
każdy to zrobi. Nie da się nikogo uratować, jeśli on sam tego nie
chce.”
Jak i w „Łasce
utraconej” Grace jest silną bohaterką. Można wczuć się w jej
wszystkie uczucia: miłość, strach, nienawiść. Dziewczyna ma
sporo na głowie i czasami nie potrafi sobie ze wszystkim poradzić.
Grace odkrywa w sobie nowe moce. Nadal postać Talbota zaskakuje i
momentami nie wiadomo jak postąpi i kim tak naprawdę jest. Daniel
musi zaakceptować prawdę o tym, kim się stał dzięki pomocy
Grace. Do rodziny wraca Jude, ale w jej składzie pojawiają się i
inni.
Ponownie Bree
Despain postarała się, żeby przyciągnąć uwagę czytelnika i tak
samo jak poprzednie tomy „Podarunek śmierci” czyta się szybko i
z zapartym tchem. Od samego początku czytelnik jest w wprowadzony w
wir wydarzeń, a na ich brak na pewno nie można narzekać. Akcja
toczy się szybko i często zaskakuje. Pełna napięcia i zwrotów
akcji. Wielkim plusem jest humor, który pojawia się w mało
oczekiwanych momentach i zdarzało mi wybuchnąć śmiechem. W tej
części dużo się wyjaśnia, ale nadal pozostaje parę pytań bez
odpowiedzi, na które musimy już sami sobie odpowiedzieć.
Moja
ocena: 5/6
Tytuł:
Podarunek śmierci
Tytuł
oryginalny: The Savage Grace
Seria:
Dziedzictwo mroku/The Dark Divine #3
Autor:
Bree Despain
Premiera:
19.09.2012r.
Ilość
stron: 544
Wydawca:
Wydawnictwo Galeria Książki
Cena:
39,90 zł
Recenzja
bierze udział w wyzwaniu:
Dziedzictwo mroku | Łaska utracona | Podarunek śmierci
Niezbyt spodobał mi się pierwszy tom serii i po kolejne nawet nie sięgałam. Może jednak powinnam była ;)
OdpowiedzUsuń